projekty domów | Kredyt samochodowy | konstrukcje stalowe
kredyty hipoteczne | nepal phone card | projekty domów z drewna
Zwłaszcza dwa ostatnie
Zwłaszcza dwa ostatnie nazwiska stawiają tu takie mniej więcej pytanie: czy są artyści, lub może epoki artystyczne (secesją), szczególnie zbliżające się w formach wyrazu do sztuki umysłowo chorych? Jeśli tak, to czy zbliżenie to polega na jakichś pokrewieństwach, albo może wspólnych klimatach psychicznych? Np. dekadenckie, wygrymaszone stylizatorstwo secesji, zabarwiona obsesjami samotność Muncha, Strindberg, Salome, naga dusza... Czy to były czasy schizofreniczne, czy po prostu niektórzy z pacjentów napatrzyli się za młodu secesyjnych ilustracji, a później posłużyły im one jako natchnienie, jako surowiec dla wyrażenia własnych stanów psychicznych? Czytam u Zuzanny K. Langer, uczennicy Cassirera, takie zdanie, kluczowe dla jej estetyki: Art is the creation of forms symbolic of human feeling', sztuka jest tworzeniem form, symbolizujących życie uczuciowe człowieka. Niby bardzo proste (coś podobnego mówili już zresztą Delacroix, Gauguin, Kandinsky i kilku innych), ale Zuzanna musiała napisać grube tomisko, żeby swoją tezę podeprzeć. Jeśli jednak ma rację, w takim razie sztuka umysłowo chorych jest sztuką par excellence. Niejednokrotnie wobec tych obrazów ma się wrażenie, że schizofrenia odziera malującego z nawyków wzrokowych i konwencji artystycznych: z tego, że „przecież człowiek wygląda jak wiadomo tak, a drzewo maluje się tak". Zniweczone zostają bariery najróżniejszych szablonów, które dzielą przeżycie czy stan psychiczny od zasobu wrażeń wzrokowych i od tworzywa: pamięć wizualna i tworzywo stają się dla chorego artysty bezpośrednimi, spontanicznymi narzędziami wyrazu. W tym właśnie punkcie schizofrenik staje się artystą par excellence: bo jakże wielka część wysiłku każdego prawdziwego artysty, to przełamywanie szablonów, dogrzebywanie się do tego, co Cézanne nazywał mrukliwie ma petite sensation.
 
plecaki egalanteria | pisanie prac | Piece kominkowe