|
Dalej mówiłem bardzo nudno o konieczności wychowania widza przez dobre wystawy, dobrą sztukę i reprodukcje. Dosyć to było naiwne jako lekarstwo na opisane tu schorzenia. Zamieszczona wyżej diagnoza owych schorzeń też wydaje mi się dziś naiwna, ale w roku 1948 lepsza była taka niż żadna.
Kok był ciekawy: wystarczy przypomnieć, że tylko na wiosnę mieliśmy w Krakowie wystawy dwóch malarzy emigracyjnych (Zawadowskiego z Paryża i Grocholskiego z Buenos Aires), grafikę austriacką i szwedzką, malarstwo Niemiec zachodnich, sztukę norweską, wreszcie wielką wystawę n/tuki francuskiej (o niej drukowałem rozmowę z prof. Wejmanem). A filmy jakie wtedy dobre były! Recenzowałem w roku 1959 m. in. Dwunastu gniewnych ludzi Sidneya Lumeta, Zmysły Viscontiego, Rififi Dassina, Córkę litana Kapłunowskiego (wg Puszkina), trzy wczesne filmy Bergmana... Poniżej drukuję fragmenty rozważań o sztuce, jakie w ciągu owego roku napisałem na marginesie kilku wystaw
|