| Ale Rynku, Rynku szkoda... |
| Ale Rynku, Rynku szkoda... Ozdobne latarnie, symboliczna palma, starzec z pacholęciem i wszystko inne naprawdę licho będzie wyglądać między kościołem Mariackim a Sukiennicami, na tle Św. Wojciecha czy pałacu Jabłonowskich. I pomnik straci (jeśli ma coś do stracenia), i na pewno oszpecony zostanie Rynek. Zresztą żaden pomnik nie powinien stać na Rynku. Żaden, choćby najlepszy, nie wytrzyma potężnego sąsiedztwa, nie wkomponuje się w tę długą przestrzeń, którą najpiękniej zdobią kwiaty i owoce krakowskich przekupek. Więc stawiam wniosek: nie na Rynku. A gdzie? To już osobna sprawa. W Krakowie odbyła się parę miesięcy temu wystawa malarstwa umysłowo chorych, zorganizowana przez Bayera (tego od- aspiryny) pt. „Documenta Psychopathologica". Przedtem zawędrowała ona do Warszawy, ale chyba w obu miastach była równie źle reklamowana: dowiedziałem się o niej przypadkiem od znajomego, szukałem jej długo po domach akademickich, wreszcie odnalazłem na dzień przed zamknięciem. Wielka szkoda, że informacja tak zawiodła: wystawę powinni byli koniecznie obejrzeć malarze, lekarze, amatorzy. Mówię to wcale nie dla jakiegoś wydziwiania czy szukania egzotycznych dreszczów. Po prostu wydaje mi się, że sztuka umysłowo chorych rzuca na sam proces twórczy, a także na kryteria oceny jego wyników, niezwykle intensywne światło. |